WSPOMNIENIE

org-8.php-kopia
fot. Anna Szczodrowska

W tym roku Pirat Gdański, Andrzej, nie otworzy naszego festiwalu swoim: ahoj! Odszedł od nas przed niecałym rokiem, w piątek 13 sierpnia 2010. Jego postać na zawsze jednak będzie związana z Gdańskiem i również nami. Szukając znaku na logo, który kojarzyłby się wszystkim z morską przygodą oraz gdańską tradycją, podczas jednej z rozmów z Andrzejem, sięgnąłem po aparat i zrobiłem mu parę zdjęć. Z tych zdjęć powstało logo “Szant pod Żurawiem”. Andrzej był z niego bardzo zadowolony. Zawsze sprawdzał, czy wywiesiłem banery z jego podobizną. Czekał cierpliwie obok sceny, żeby móc wejść na nią i huknąć tubalne: “ahoj” otwierające festiwal.

Odszedł na swoją piracką wieczną wachtę. Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie, a Światłość Wiekuista niechaj Mu świeci, na wieki wieków. Amen...

Michał

PS
Ładna notatka autorstwa Michała Sielskiego o Andrzeju, ukazała się na stronie trójmiasto.pl

Legendarny pirat, od 20 lat przechadzający się po śródmieściu Gdańska, nie żyje. Pan Andrzej w piątek wieczorem miał wylew i upadł na klatce schodowej. Zmarł w szpitalu.

Był uwielbiany przez dzieci i dorosłych. Stanowił nieodłączny element historycznego śródmieścia Gdańska. Niemal każdy turysta wiedział, że nad Motławą czy na ul. Długiej można spotkać pirata. Prawdziwego, bo Pan Andrzej nie musiał udawać.

-
Uwielbiałem słuchać jego opowieści. Ten człowiek potrafił godzinami opowiadać, jak prawdziwy wilk morski. Hipnotyzował historiami, opowiadanymi z pasją i ciętym dowcipem. Nigdy nie słyszałem, by na kogoś się zdenerwował, by źle komuś życzył - wspomina Robert, jeden z sąsiadów pana Andrzeja.

Piratem został z wyboru. Na początku po prostu się przebrał i poszedł do centrum Gdańska, by wywołać choć kilka uśmiechów. Od tamtej pory minęło już 20 lat. Wcześniej był szkutnikiem w stoczni Wisła. Później pracował w gazowni i tam doznał urazu kręgosłupa, musiał iść na rentę.

Postanowił więc "wyjść na ulicę". -
Strój wykonałem sam, wzorowałem się na wyglądzie gdańskich kaprów z 1445 r. - opowiadał pirat Andrzej. Nosił przy sobie nie tylko pirackie atrybuty, ale również talizmany: łapki koguta, kryształ górski, róg kozicy, czyli ząb po... świętej pamięci teściowej.

Od kilkunastu lat za promocję miasta płacił mu Urząd Miejski, ale na każdym kroku udowadniał, że praca była dla niego wielką przyjemnością. Także dlatego z całego świata dostawał pocztówki. Adres najczęściej był prosty - Pirat, Gdańsk, Polska.

Ahoj, gdański Piracie!

SzantyPlakat2007-copy-fix-c-kopia

szanty pod żurawiem, szanty, szanty pod zurawiem, baltic sail, neptun shanties festival, shanties, gdańsk,